San Juan del Sur & Granada

O San Juan del Sur słyszałem tylko tyle, że jest to miejsce bardzo imprezowe, niesamowity nightlife i świetne warunki do surfowania w okolicy. W niedzielę złapałem prom powrotny do San Jorge. Na promie grupka kibiców Kostaryki, za kilka godzin mecz z Grecją. Ubrałem swoją koszulkę reprezentacji Kostaryki i zostałem najpierw gromko przywitany a potem poczęstowany rumem.... 9 rano ale odmówić byłoby nieuprzejmie. Z Rivas chcę jechać autobusem do San Jorge. Czekając na przystanku autobusowym podjechało jakieś zdezelowane auto osobowe (w środku prawie nie było tapicerki) i kierowca zaproponował transport do San Juan del Sur za 3$. Jechaliśmy niecałą godzinę.
Pochodziłem trochę w miasteczku i znalazłem hostel CASA ORO. Ostatnie wolne łóżko. W pokoju 4 piętrowe łóżka, 7 dziewczyn i ja. Była niedziela ok. godziny 12, dzień eventu nazywanego SUNDAY FUNDAY i organizowanego przez pewien imprezowy hostel. Polega to w skrócie na chlaniu w czterech różnych basenach, w 4 różnych lokalizacjach, koszt 25$ (w cenie tylko transport i uczestnictwo). Dziewczyny z pokoju szykowały się właśnie na tą imprezę. 

Nad główną plażą w San Juan góruje wysoki na 24m. pomnik Jezusa, trochę na kształt tego w Rio. czy w Świebodzinie!;) Przy plaży liczne restaurajce i bary. Dużo zakotwiczonych jachtów. Mecz Kostaryki obejrzałem w niemieckim barze. Wieczorem wybrałem się z dziewczynami z Australii poznanymi w Monteverde na party. W San Juan odbywała się jakaś parada, przejazd konny.

Wieczorem koncert, duża fiesta, sporo ludzi. Zakupiliśmy rum i zrobiliśmy biforka, siedząc na pickupie zaparkowanym przy wejściu na event. Po chwili pojawił się właściciel auta. Nie miał nic przeciwko chciał się tylko zintegrować. Po pierwszym wspólnym shotcie był już nasz. Nikaraguański kowboj miał 52 konie i nieukrywaną ochotę aby zaprzyjaźnić, się bliżej szczególnie z moimi koleżankami z Antypodów. Poszliśmy bawić się pod scenę. Na koncercie z dwa tysiące latynosów i 3 białych pod sceną udających, że potrafią tańczyć salsę.

W pewnym momencie prowadzący koncert zwrócił się do nas i spytał skąd jesteśmy. W przerwię zaprosił mnie pod scenę i się przedstawił. Ogólnie jak to pod sceną tłoczno, ale dwójka chłopaków mnie do niego zaprowadziła. Zdążyliśmy wymienić może 2 zdania i pewnym momencie poczułem w spodenkach, że ktoś mi telefon wyjmuję. Złapałem szybko za kieszenie i telefonu nie ma i rzuciłem się na dwóch chłopaków przede mną, przeszukując ich, nic nie mieli, konsternacja, zrobiło mi się głupio. Trudno stało się. Nie chciałem sobie psuć wieczoru.

Kiedy wróciłem już do Europy, koleżanka przesłała mi kilka wspólnych zdjęć z San Jorge i Granady. Niczego nieświadomo uwieczniła dokładny moment w którym muchachos kradną mi komórkę. Dwóch, których mnie przyprowadziło pod scenę i odwrócało uwagę, a trzeci z tyłu, którego nie widziałem kradło komórkę ;) Zdecydowanie zdjęcię wyjazdu:





Impreza była świetna, ale przenieśliśmy się do turystycznego centrum. Spotkaliśmy znajomego Argentyńczyka i poszliśmy na plażę. W pewnym momencie podeszło dwóch chłopaków oferując kokainę na sprzedaż. NO GRACIAS NO, nie pomogło chłopaki ciągle swoje. Podrażniony wcześniejszą sytuacją, wstałem energicznie, preżąć się jak tylko potrafię i powiedziałem im bardziej stanowczo, że dziękujemy. Chłopaki do mnie: TRANQUILO HERMANO, przybili piątki, ale jeden z nich oddalając się sięgnął po moje japonki, myśląć że nie zauważę. Krzyknąłem tylko żeby oddał, wyrzucił je w górę i odszedł. Spojrzałem tylko na znajomych i spytałem się retorycznie, kto by chciał ukraść Japonki. Następnego dnia w hostelu recepcji zauważyłem duży napis w centralnym miejscu: DONT GO TO THE BEACH DURING THE NIGHT, YOU WILL GET ROBBED.

Następnego dnia wybraliśmy się na plażę Maderas posurfować. Nie rozczarowaliśmy się, fale wysokie 3-4m, niesamowita sceneria, małpy na drzewach. Świetne ale ciężko dostępne miejsce. Wieczorem poszedłem pobiegać, wyplułem płuca ale wbiegłem na wzgórze ze statuą Jezusa. Wieczorem znowu impreza. Przygód było dużo, ale nie bedę się o nich tutaj rozpisywał.


Hostleowy pokój. Dziewczyny zawsze dbają o porządek.

Plaża w San Juan del Sur

Z San Juan pojechaliśmy na północ do spokojnej Granady













Główny dworzec autobusowy w Grenadzie


Lot powrotny miałem z San Jose, więc trzeba było wrócić do Kostaryki. Z Granady złapałem bezpośredni autobus do stolicy i pożegnałem się Ameryką Środkową. Przynajmniej na jakiś czas. GRACIAS





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz